Małgorzata Szyluk-Celej
Twórczyni marki Inornā
Za marką Inornā stoi Małgorzata Szyluk-Celej, magister farmacji z ponad trzydziestoletnim doświadczeniem w branży, które zdobywała począwszy od pracy w aptece po prowadzenie hurtowni farmaceutycznej i centrum dystrybucji. Pierwsze receptury tworzyła w domowej kuchni, dla własnej wrażliwej skóry głowy. Rozmawiamy o tym, jak z osobistej potrzeby powstała marka, dlaczego mniej potrafi znaczyć więcej i co wspólnego z pielęgnacją ma japońska idea „taru wo shiru".
Zaczęło się od Pani własnej skóry. Jak to się stało, że farmaceutka zaczęła “tworzyć” kosmetyki w kuchni?
Małgorzata Szyluk-Celej: Zupełnie zwyczajnie. Moja skóra głowy jest wrażliwa i gotowe kosmetyki po prostu jej nie służyły. Zamiast szukać kolejnego produktu na półce, kolejnej obietnicy, postanowiłam zrobić coś sama, w domu, z tego, co miałam pod ręką. Dla siebie, bez planu na markę.
Pierwszą recepturę zmieszałam w kuchni. Dopiero później okazało się, że może pomóc nie tylko mnie. Sięgnęła po nią rodzina, potem przyjaciele. W pewnym momencie zrozumiałam, że to, co zaczęło się jako rozwiązanie mojego problemu, odpowiada na potrzebę wielu osób.
Trzydzieści lat w farmacji to spory bagaż doświadczeń. Jak wpłynął on na to, jak tworzy Pani kosmetyki?
Pracę zaczynałam w aptece w 1991 roku, później przez czternaście lat prowadziłam hurtownię farmaceutyczną i centrum dystrybucji. Przez cały ten czas najważniejsze było dla mnie jedno: zdrowie.
Po studiach farmaceutycznych i latach pracy w zawodzie został mi pewien nawyk. Zanim ocenię produkt, czytam jego skład do końca. Sprawdzam, co naprawdę działa, a co jest tylko dodatkiem. Z tym samym spojrzeniem podeszłam do własnej pielęgnacji. Nie interesują mnie długie listy składników, które mają robić wrażenie na etykiecie. Interesuje mnie to, czy każdy z nich ma swoje uzasadnienie w formule.
Zioła i naturalna pielęgnacja to dla mnie kolejny krok na tej samej drodze. Można powiedzieć, że życie przyniosło mi powrót do korzeni, do mojej pasji. Wiedza, doświadczenie i ulubione zioła znalazły wreszcie jedno wspólne miejsce.
Marka nazywa się Inornā, a jej hasło to „pielęgnacja bez nadmiaru". Skąd u Pani ta niechęć do nadmiaru?
Z obserwacji. Zaczęłam dostrzegać, jak wiele jest wokół nas nadmiaru. Kolejne składniki aktywne, kolejne kremy, kolejne kroki. Pielęgnacja, która miała być chwilą dla siebie, łatwo zamienia się w następny obowiązek.
A ja wierzę, że mniej potrafi znaczyć więcej. Że „wystarczająco" to nie kompromis, tylko świadoma decyzja. I rodzaj wolności. Dlatego tworzę kosmetyki o prostym, przemyślanym składzie. Takie, które robią to, co mają robić, i nic ponad to. Chcę oddawać ludziom trochę przestrzeni, a skórze spokój, w którym może po prostu odetchnąć.
Nadmiar dotyczy przecież nie tylko półki w łazience. Na co dzień chronimy się przed możliwościami, które w nadmiarze tworzą chaos i zaburzają spokój umysłu. Przez to trudniej podejmować decyzje w zgodzie ze sobą, bo po prostu przestajemy się słyszeć.
W Pani wpisach powraca japońska idea „taru wo shiru". Co dla Pani oznacza?
„Taru wo shiru" znaczy wiedzieć, co jest wystarczające. To podejście jest mi bardzo bliskie i towarzyszyło mi przez cały czas tworzenia marki.
Zachwyca mnie sposób, w jaki w Japonii podchodzi się do życia. Spokojnie, z uwagą, bez pośpiechu, w zgodzie z naturą. Bez nadmiaru. To nie jest kwestia estetyki ani mody. To sposób myślenia o tym, gdzie kończy się potrzeba, a zaczyna nadmiar. Co przynosi ukojenie, a co tylko zajmuje miejsce.
Pielęgnacja jest dla mnie przełożeniem tej samej idei na codzienność. Nie chodzi o to, żeby dodawać kolejne kroki, tylko żeby zostawić te, które mają znaczenie.
To naprawdę ciekawe. Kolejna filozofia, która mnie zainteresowała to zasada „po pierwsze nie szkodzić". Jak przekłada się ona na skład kosmetyków?
To najprostsza zasada, a jednocześnie najtrudniejsza, bo wymaga uważności i zaufania, że mniej naprawdę wystarczy.
W praktyce oznacza to formuły oparte na prostym, wyważonym składzie. Bez perfum, bez zbędnych wypełniaczy. Zioła i oleje o sprawdzonym od pokoleń działaniu, dobrane tak, aby myły i pielęgnowały jednocześnie. Tworzymy z myślą o wrażliwej skórze, także skórze głowy, bo od niej sama zaczynałam.
Zależy mi, żeby każdy wiedział, co nakłada na skórę i włosy. Prosty skład ma tę zaletę, że łatwo go zrozumieć. Nie trzeba być farmaceutą, żeby wiedzieć, co i dlaczego znalazło się w formule.
Co do bycia farmaceutą - powróćmy jeszcze do korzeni. Prowadziła Pani hurtownię i centrum dystrybucji. Budowanie własnej marki kosmetycznej to zupełnie inna skala. Co Panią do tego skłoniło?
Wiele osób pyta mnie o to, dlaczego akurat teraz i dlaczego kosmetyki. Odpowiadam, że to nie był nagły zwrot, tylko powrót. Powrót do korzeni, do pasji, do ziół, które zawsze mnie interesowały. Nie ukrywam też, że to Synowie zainspirowali mnie do tego, by tworzyć markę na taką skalę. Tak, jak wspominałam - pierwsze receptury stworzyłam dla samej siebie. Nikt jednak nie zadba o produkt lepiej niż Synowie o to, co uratowało skórę ich mamy. Dzięki ich determinacji domowa mikstura zamieniła się w stabilną, przebadaną pielęgnację.
Dużo mówi Pani o spokoju. Skąd to przekonanie, że spokój jest wartością wartą ochrony?
Spokój, jeśli go w sobie masz, warto pielęgnować jak najwyższe dobro. Są takie miejsca i chwile, w których nie trzeba się starać, żeby go osiągnąć. Każde działanie jest wtedy proste, lekkie, nie wymaga wysiłku.
Dla mnie „być w zgodzie ze sobą" to drugie imię spokoju. W tym stanie masz już wszystko, czego naprawdę potrzebujesz. A gdy go osiągniesz, odkryjesz na nowo w sobie, czas i miejsce przestają mieć znaczenie.
Chcę, żeby Inornā była małą częścią tego spokoju. Żeby pielęgnacja przestała być kolejnym obowiązkiem, a stała się chwilą, w której można odetchnąć.
Czego życzyłaby Pani osobom, które dopiero poznają markę?
Chciałabym pomóc im pożegnać to, co zbędne. Presję, pośpiech, kolejne „muszę". A w zamian dać trochę wytchnienia i radości z codzienności.
Zapraszam za kulisy tego, co tworzymy. To dopiero początek historii, a najciekawsze w niej jest to, że możemy pisać ją wspólnie.
Dziękuję za rozmowę!
______
Ta rozmowa to dopiero początek drogi do pielęgnacji bez nadmiaru, którą chcemy kroczyć razem z Wami. Pięknie dziękujemy za Waszą obecność na inorna.pl i lekturę tego wywiadu. Jeśli tak jak my szukacie w codzienności spokoju i prostoty, rozgośćcie się u nas na dłużej. Zobaczcie, jakie produkty przygotowaliśmy z myślą o Waszej wrażliwej skórze.
Agnieszka Sobczak
Dyrektor handlowy
Mich uwielbia podejmować wyzwania. Dzięki wieloletniemu doświadczeniu na stanowisku dyrektora handlowego w branży oprogramowania, Mich pomógł firmie dotrzeć do miejsca, w którym znajduje się obecnie. Mich jest jednym z najlepszych umysłów.